Na wysokości 4000 m n.p.m., wśród szczytów Ladakhu i Zanskaru, polscy i indyjscy geolodzy szukali… owoców morza – jurajskich, liczących blisko 190 milionów lat. Bohaterami wyprawy były małże z grupy Lithiotis. To jedne z dziwniejszych organizmów w historii Ziemi. Ich muszle były wydłużone, wąskie i grube, przypominały raczej kawałki kory lub łopatki. Osiągały długość kilkudziesięciu centymetrów.
Litiotisy żyły w ciepłych, płytkich lagunach na szelfach i platformach węglanowych. Tkwiły w mulistym dnie pionowo, ciasno jedna przy drugiej, tworząc „bukiety”, które układały się w rozległe ławice. Ich nagromadzenia tworzyły biostromy i biohermy – rafopodobne struktury ciągnące się nieraz na dziesiątki metrów. W ten sposób przejęły rolę budowniczych raf w czasie, gdy koralowce po kryzysie na granicy triasu i jury wciąż odbudowywały swoją pozycję.
Litiotisy to nie jedna rodzina, lecz grupa małży o podobnym wyglądzie i trybie życia. Wszystkie zaliczane są do nadrodziny Pterioidea, do której należą też dzisiejsze perłopławy. Oprócz Lithiotis do grupy należą m.in. rodzaje Cochlearites, Lithioperna, Gervilleioperna i Mytiloperna. Podczas wyprawy spotykano przede wszystkim dwa z nich:
- Lithiotis – ma bardzo wydłużone, wąskie, patykowate muszle o nierównych skorupkach. Jedna z nich tworzyła rodzaj cokołu tkwiącego w osadzie, druga była niewielka i zamykała muszlę jak wieczko. Osobniki rosły w pękach rozchodzących się od środka i budowały rafy w płytkich wodach przybrzeżnych.
- Cochlearites – ma podobne, długie i wąskie muszle o łyżkowatym kształcie (łac. cochlear – łyżka). Razem z Lithiotis tworzył największe budowle rafowe, ponad 60-metrowe, o grubości dochodzącej do 5 m. Przypuszcza się, że oba rodzaje mogły, jak koralowce, żyć w symbiozie z glonami.
Wspólnie z litiotisami żyły też opisomy (Opisoma). Nie należą one do tej grupy, lecz są krewnymi dzisiejszych astart (rodzina Astartidae). Mimo to regularnie spotyka się je w tych samych odsłonięciach co litiotisy, choć zwykle są od nich mniej liczne. Ich muszle były silnie spłaszczone i rozszerzone na boki, przez co przypominały skrzydła, a w środku miały komory. W przeciwieństwie do większości astart, które zagrzebują się w osadzie, opisomy leżały na dnie lub były w nim zanurzone tylko częściowo. Przypuszcza się, że – podobnie jak dzisiejsze sercówki z rodzaju Corculum – żyły w symbiozie z fotosyntetyzującymi glonami. Ustawiały się więc tak, by jak największa powierzchnia muszli była wystawiona na światło.
Litiotisy pojawiły się i rozkwitły we wczesnej jurze, w pliensbachu. Znane są z obu brzegów oceanu Tetydy: od Hiszpanii, Maroka i Włoch, przez Bałkany, Oman i Iran, po Himalaje i Tybet. Występowały też na wybrzeżach Pacyfiku, w obu Amerykach. Ich czas niemal całkowicie skończył się w najniższym toarku, około 183 mln lat temu. Wtedy globalne ocieplenie, zakwaszenie i niedotlenienie oceanu uderzyły w organizmy budujące wapienne szkielety. Najbardziej ucierpiały właśnie małże o dużych, grubych muszlach.
Śladami tych niezwykłych zwierząt podążała wyprawa do indyjskiej części Himalajów.
Polsko-indyjska ekipa
Ekspedycja wystartowała 25 sierpnia 2026 r. z Leh, stolicy Ladakhu, i zakończyła się 12 września w Srinagarze. Zorganizowało ją Studenckie Koło Naukowe „STRATI” Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Kierował nią dr inż. Michał Krobicki z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska AGH.
W terenie pracowali razem studenci AGH i Uniwersytetu Kaszmirskiego w Srinagarze. Do udziału zaproszona została również Jolanta Iwańczuk z Państwowego Instytutu Geologicznego – Państwowego Instytutu Badawczego. Od lat zajmuje się ona sedymentologią i stratygrafią skał węglanowych jury, a małże z grupy Lithiotis badała już wcześniej w nepalskiej dolinie Kali Gandaki i w marokańskim Atlasie Wysokim. Wyjazd był częścią długofalowej współpracy w ramach Akademii Himalajskiej oraz kontynuacją międzynarodowego projektu IGCP 710.
Trasa zaczynała się w Leh, w dolinie Indusu. Prowadziła przełomem rzeki Zanskar, a potem do Hanupatty w dolinie Yapoli, lewego dopływu Indusu, który uchodzi do niego koło Lamayuru. Następnie wiodła do Zangli w szerokiej kotlinie Zanskaru, a stamtąd obok klasztoru Thongde w kierunku Padum. Z Zanskaru ekipa przejechała do Kargilu, leżącego u zbiegu rzek Suru i Dras. Potem dotarła wzdłuż rzeki Dras do Pandrass, a przez przełęcz Zoji La zjechała do Doliny Kaszmirskiej nad Dźhelamem, gdzie leży Srinagar.
Leh: zapis dawnych trzęsień ziemi
Pierwsze dni poświęcono znacznie młodszym skałom. W okolicach Leh odsłaniają się późnoplejstoceńskie osady dawnych jezior. Jeziora te powstawały, gdy dolinę Indusu lub jego dopływów zagradzały osuwiska, spływy gruzowe, moreny lodowcowe albo stożki napływowe. Sprzyjała temu tektonika: wzdłuż uskoków strefy szwu Indusu region wciąż się wypiętrza, a zbocza dolin stają się coraz bardziej strome i niestabilne. Co jakiś czas fragment stoku obrywał się i tamował rzekę, a powyżej zapory rozlewało się jezioro. W Ladakhu działo się tak co najmniej trzykrotnie: około 50, 35 i 25 tys. lat temu.
Dobrze zbadanym przykładem jest 34-metrowy profil w Spituku pod Leh. Jego warstwy osadzały się od około 40 do 22 tys. lat temu, czyli w czasie ostatniego zlodowacenia. Zapisały one zmiany środowiska w trzech etapach. Najpierw rzeka na przemian z płytkim jeziorem osadzała cykle piasków i mułów. Około 30–26 tys. lat temu powstało spokojne, zimne jezioro zaporowe. Na jego dnie odkładały się warwy, czyli cieniutkie, rytmicznie ułożone warstewki iłu i mułu. Około 23–22 tys. lat temu jezioro zanikło i w dolinie znów zaczęła płynąć rzeka.

Zasłuchani uczestnicy wyprawy przy odsłonięciu osadów czwartorzędowych w Spituku
Największą atrakcją tych osadów są sejsmity. To warstwy, które zostały pofałdowane lub rozerwane, gdy były jeszcze miękkim, nasiąkniętym wodą osadem. Takie struktury powstają, gdy osad nagle się upłynnia, a do tego potrzebny jest wstrząs o magnitudzie większej niż 5. Profil w Spituku dowodzi więc, że silne trzęsienia ziemi nawiedzały okolice Leh wielokrotnie między 40 a 22 tys. lat temu. Region pozostaje aktywny sejsmicznie do dziś.

Uczestnicy spieszą do nowo odkrytego odsłonięcia
W krainie litiotisów i megalodonów
Na trasie z Leh do Hanupatty, w dolinie rzeki Zanskar, uczestnicy wyprawy natrafili na odsłonięcie, którego nie opisano dotąd w literaturze naukowej. Tworzą je dolnojurajskie skały platformy węglanowej z litiotisami, opisomami i megalodonami. Największą niespodzianką było to, że potwierdzono występowanie megalodonów w tej samej warstwie co litiotisy i opisomy. Te masywne małże nie znosiły konkurencji: zwykle zajmowały dno w pojedynkę, tworząc ławice złożone z jednego gatunku. Tu wyjątkowo dzieliły je z sąsiadami.

Spotkanie dwóch wielkich rzek: po lewej Zanskar, po prawej Indus
W Hanupatcie czekało jedno z najbardziej spektakularnych odsłonięć całej wyprawy. Na zboczach doliny Yapoli widać tu naprzeciw siebie skały triasowe i jurajskie. Jedno zbocze budują warstwy triasowe, w tym muszlowce wypełnione megalodonami. To ciężkie, grubościenne małże, które leżały swobodnie na dnie, częściowo zanurzone w osadzie. W późnym triasie osiągały imponujące rozmiary, a przekroje ich muszli przypominają odcisk krowiego kopyta. Megalodony przeżyły wielkie wymieranie na granicy triasu i jury, ale wyszły z niego wyraźnie skarlałe.

Muszlowiec z megalodonami w Hanupatcie
Na przeciwległym zboczu ciągnie się profil jurajski. Tworzą go biostromy z muszlami litiotisów, przede wszystkim z rodzajów Lithiotis i Cochlearites. Między nimi trafiają się warstwy z gęsto upakowanymi, skarlałymi już megalodonami.

Widok na Hanupattę z przeciwległego zbocza
Kolejnym przystankiem była Zangla. W okolicznych wąwozach występują utwory plażowe – wapienie oolitowe – z opisomami. Pokazują one, że fauna platform węglanowych nie ograniczała się do spokojnych lagun. Opisomy radziły sobie także w niestabilnym środowisku, gdzie fale stale przerzucały osad.

Opisomy ukryte w wąwozach koło Zangli

Widok z przełęczy Singge La
Lawy z narodzin oceanu
Za Zanglą, jeszcze przed Padum, trasa prowadziła do klasztoru Thongde (Thongde Gompa). W jego okolicy wychodzą na powierzchnię bazalty trapów Pandźalu (ang. Panjal Traps), czyli potężne pokrywy skał wulkanicznych, które wylały się na ląd we wczesnym permie, około 289 mln lat temu. W Kaszmirze mają nawet 2500 m grubości, a w Zanskarze najwyżej 300 m. Powstały, gdy pękała północna krawędź Gondwany i zaczynał się otwierać ocean Neotetydy. W tym samym oceanie blisko 100 mln lat później rozkwitły litiotisy.
Najbardziej efektowne są powierzchnie potoków lawy typu pahoehoe. Gdy lawa stygła, jej cienka skorupka marszczyła się pod naporem stopu, który wciąż płynął pod spodem. Do dziś widać na niej zmarszczki i fałdki przypominające skręcone liny.
Pandrass: litiotisy i koralowce
Ostatnim punktem wyprawy był Pandrass w dolinie Dras. Opisano tu współwystępowanie litiotisów z koralowcami. To nieoczekiwane znalezisko, bo pokazuje, że te dwie grupy budowniczych raf mogły żyć obok siebie.

Himalajskie lodowce mijane na trasie Kargil – Dras
Przez niecałe trzy tygodnie uczestnicy pokonali około 800 km himalajskich dróg, od Leh do Srinagaru. Po drodze cofnęli się w czasie od plejstoceńskich trzęsień ziemi, przez jurajskie morze sprzed 190 mln lat, aż po permskie lawy sprzed blisko 290 mln lat. Zebrane próbki i obserwacje posłużą do odtworzenia warunków, w jakich żyły i wymierały litiotisy na południowej krawędzi Tetydy, a także do dalszej współpracy polskich i indyjskich geologów.

Uczestniczka wyprawy na tle zanikającego lodowca w pobliżu przełęczy Pensi La
Tekst: Jolanta Iwańczuk








