Do blisko tysiąca wzrosła liczba ofiar osuwisk i powodzi, które dotknęły pogranicze Nepalu i Tybetu w zeszłym tygodniu. Ponad 4 tys. osób uważa się za zaginione. Akcja ratunkowa trwa już szósty dzień. Naukowcy analizują przyczyny i przebieg katastrofy.
Potwierdzona w poniedziałek (31 sierpnia) liczba ofiar sięgnęła 903 osób. Liczba zaginionych wynosi natomiast 4247. Takie informacje, jak podaje BBC, przekazał nepalski Krajowy Urząd ds. Ograniczania Ryzyka i Zarządzania Katastrofami. Liczby te najprawdopodobniej będą jednak rosły.
Przypomnijmy – 26 sierpnia 2026 r. na pograniczu Nepalu i Tybetu, w dolinie Gyirong, doszło do katastrofalnej powodzi błyskawicznej. Gwałtowna fala wody, unoszącej masy materiału skalnego i błota przemieszczała się dolinami rzecznymi, niszcząc zabudowania, drogi, mosty i infrastrukturę techniczną. Bilans ofiar i osób zaginionych wciąż się zmienia, a akcja ratunkowa trwa.


Lokalizacja Katastrofy (źródło: Google Maps)
Ratownicy pracują na miejscu od niemal tygodnia, natomiast naukowcy analizują zdjęcia satelitarne, dane hydrologiczne i zapisy sejsmiczne, próbując odtworzyć przebieg wydarzeń i ustalić mechanizm katastrofy. Ma to pomóc w ograniczeniu skutków takich zjawisk w przyszłości.
Zdaniem dr. Jacka Rubinkiewicza z Centrum Geozagrożeń Państwowego Instytutu Geologicznego - Państwowego Instytutu Badawczego (PIG-PIB), dostępne zobrazowania satelitarne wskazują, że główną przyczyną było wystąpienie osuwiska w postaci potężnego i gwałtownego spływu gruzowo-błotnego. Duża masa bloków skalnych wraz z fragmentami oderwanego czoła lodowca zeszła północnym stokiem z masywu Langtang na dno doliny rzeki Lhende, będącej dopływem rzeki Bhote Koshi.
Spływy gruzu i błota należą do najbardziej gwałtownych ruchów masowych. Materiał skalny i osadowy nasycony wodą może przemieszczać się w dół stoku i doliny z dużą prędkością, porywając po drodze kolejne fragmenty skał i osadów, a w środowisku wysokogórskim również lód. W stromych dolinach Himalajów duże różnice wysokości zwiększają energię przemieszczającej się masy, a tym samym jej siłę niszczącą.
W przypadku katastrofy z 26 sierpnia nie jest jeszcze jednoznacznie wyjaśnione, skąd pochodziła ogromna ilość wody, która wraz z materiałem skalnym utworzyła falę powodziową. Dr Rubinkiewicz wskazuje, że jedną z rozważanych hipotez jest gwałtowne uwolnienie wody znajdującej się w obrębie lodowca (powódź lodowcowa, ang. GLOF – glacial lake outbursth flood). Podobnego zdania są geolodzy z US Geological Survey (USGS) – amerykańskiej służby geologicznej. Mechanizm ten nie został jednak potwierdzony i wymaga dalszych analiz.
Podobnie ostrożne są oceny International Centre for Integrated Mountain Development, czyli ICIMOD. Aktualne analizy wskazują, że do rzeki Lhende zeszła duża lawina złożona z lodu i skał. Nie jest natomiast jeszcze w pełni jasne, w jaki sposób jej zejście doprowadziło do uwolnienia tak ogromnej ilości wody i powstania fali powodziowej. Geolodzy rozważają między innymi mechanizm polegający na chwilowym przegrodzeniu doliny materiałem skalnym i lodowym, powstaniu naturalnej zapory, a następnie gwałtownym uwolnieniu spiętrzonej wody. ICIMOD podkreśla jednak, że szczegółowy przebieg katastrofy nadal jest przedmiotem badań.
O niezwykłej skali i dynamice zjawiska świadczą pomiary hydrologiczne wykonane poniżej miejsca, w którym rozpoczął się proces. Według ICIMOD poziom wody w rzece Trishuli w rejonie Galchhi wzrósł nawet o około 9 metrów w ciągu 30 minut. Fala przemieszczała się systemem rzek Bhote Koshi i Trishuli, oddziałując na obszary położone wiele kilometrów od miejsca powstania katastrofy.
W pierwszych godzinach po katastrofie pojawiły się informacje o zarejestrowaniu w tym rejonie wstrząsu sejsmicznego. Początkowo rozważano możliwość, że trzęsienie ziemi doprowadziło do destabilizacji skał i lodu. Jak zwraca uwagę dr Jacek Rubinkiewicz, zależność pomiędzy gwałtownymi ruchami masowymi a zapisami sejsmicznymi może być również odwrotna. Ogromne osuwiska i lawiny złożone ze skał i lodu same mogą generować drgania rejestrowane przez sejsmometry. Według najnowszej interpretacji USGS zarejestrowany sygnał był związany właśnie z gwałtownym przemieszczeniem masy lodu i skał, a nie z typowym trzęsieniem ziemi.
Himalaje są środowiskiem szczególnie podatnym na nakładanie się różnych procesów geologicznych i glacjalnych. Stromo nachylone zbocza, spękane masywy skalne, obecność lodowców i wieloletniej zmarzliny oraz ogromne różnice wysokości sprzyjają gwałtownym ruchom masowym. Jeżeli duża masa skał i lodu przemieszcza się do doliny rzecznej, skutki mogą szybko przenieść się daleko poza miejsce, w którym rozpoczął się proces.
Katastrofa na pograniczu Nepalu i Tybetu pokazuje również, jak niewiele czasu na reakcję pozostawiają powodzie błyskawiczne związane z gwałtownymi ruchami masowymi. Jak podkreśla ekspert z Centrum Geozagrożeń PIG-PIB, proces był niezwykle szybki. W takich warunkach, zwłaszcza w trudno dostępnym terenie wysokogórskim, nawet sprawnie działający system wczesnego ostrzegania może pozostawiać bardzo mało czasu na ewakuację, a jego ograniczenia dodatkowo utrudniają dotarcie z ostrzeżeniem do wszystkich zagrożonych osób.
Dr Rubinkiewicz podkreśla, że podobne zdarzenia są realnym zagrożeniem nie tylko w Himalajach. Procesy związane z destabilizacją stoków, lodowców i obszarów wieloletniej zmarzliny mogą zachodzić także w innych wysokogórskich i glacjalnych regionach świata.
TEKST:
Zespół Centrum Geozagrożeń, J. Rubinkiewicz






